Siła przebicia Twojego newslettera

O newsletterze warto myśleć jak o dowolnej innej formie komunikacji. Mimo specyfiki wynikającej z charakteru narzędzia, znajdują tu zastosowanie dokładnie te same zasady, którymi kierujemy się chociażby w potocznej rozmowie. Nie oznacza to jednak wcale, że tworzenie newslettera jest oczywiste i proste. W końcu i w naszych codziennych kontaktach zdarza nam się nie tylko intrygować, poruszać i uwodzić, ale również zanudzać, żenować czy wywoływać niesmak. Poniżej parę słów o tym, co zrobić, by Twoja komunikacja z klientem za pomocą newslettera odniosła zamierzony skutek.

Kim są adresaci newslettera?

Możemy przyjąć, że znacząca część spośród nich jest zainteresowana tym, co mamy do przekazania. Strzeżmy się jednak przed popadaniem w zbytni optymizm. A to dlatego, że „po drugiej stronie skrzynki” znajdują się również osoby, które bardziej niż na informację o ofercie czekają na zniżkę czy upominek albo takie, które trafiły tu na zasadzie „niekontrolowanego” kliknięcia. Ponadto, nie możemy zamykać oczu na fakty, które nie pozostawiają złudzeń: ponad połowa użytkowników maila otrzymuje dziennie ponad 20 wiadomości e-mail oraz powyżej 6 newsletterów tygodniowo. Do tego uwzględnić trzeba niechlubną działalność spamerów, korespondencję służbową czy lawinowo rosnącą liczbę powiadomień. Jakie wnioski powinniśmy z tego wyciągnąć? To proste: komunikacja marketingowa za pomocą newslettera powinna być przemyślana, nienachlana, a przede wszystkim – interesująca

Temat newslettera

Naszym pierwszym zadaniem jest to, by czytający nas klient nie uznał naszego maila za śmieć oraz by nasz adres nie trafił do kosza. Ponadto dobrze by było, gdyby zechciał nasz newsletter otworzyć i przeczytać. Jeśli jest naszym wielbicielem – mamy kłopot z głowy. Jeśli jednak – co zdarza się częściej – nie śledzi każdego naszego kroku, pierwszą i najważniejszą rzeczą, którą możemy przykuć jego uwagę, jest temat. Pamiętaj: na zdobycie uwagi masz tylko 150 znaków i ułamek sekundy. Każdym słowem musisz więc gospodarować oszczędnie i z rozwagą – zamieszczać jedynie kluczowe informacje podane w lekkostrawnej, chwytliwej formie. O temacie warto myśleć zresztą nie tylko jak o wabiku czy odsyłaczu do właściwej wiadomości, ale również jak o źródle informacji samym w sobie. Wówczas, nawet jeśli Twoja wiadomość nie zostanie otwarta, adresat uchwyci to, co najważniejsze, jednym spojrzeniem.

Treść newslettera

Jeśli poprawnie wykonaliśmy pierwszy krok, jakim jest odpowiednie sformułowanie tematu newslettera, mamy dużą szansę, że nasz klient odczyta wysłaną przez nas wiadomość. Czym powinno odznaczać się to, na co tam natrafi? Przede wszystkim przejrzystością i prostotą formy oraz atrakcyjną szatą graficzną. Zasadą naczelną powinno być dla nas „Widoczne jak na dłoni”. Nie zmuszajmy naszych czytelników do wnikania w zawiłości języka, wpatrywania się w nieprzejrzysty tekst czy do przewijania strony. Podawajmy najistotniejsze informacje hasłowo, dbając przy tym o obrazowość sformułowań i dobór sugestywnych elementów graficznych. Jeśli natomiast chcemy, by nasz rozmówca miał szansę zapoznać się ze szczegółami, korzystajmy z linków odsyłających go we właściwe miejsce.

Przy formowaniu treści newslettera potrzebna jest przede wszystkim kreatywność i umiejętność jasnego formułowania myśli. Niełatwo jest bowiem przekazać ważną informację w tak krótkiej formie. Jeśli nie czujemy się w tym zbyt mocni, w odwodzie pozostaje nam jeszcze pomoc profesjonalistów.

Jak często wysyłać newsletter?    

Skoro Twój rozmówca – użytkownik poczty – atakowany jest zewsząd dziesiątkami, nierzadko natrętnych i krzykliwych, propozycji, powinieneś zabierać głos wtedy… gdy masz coś atrakcyjnego do przekazania. Nie ma sensu bombardować zmęczonego niekończącym się porządkowaniem skrzynki odbiorczej klienta newsem o tym, że właśnie otworzyłeś setną siedzibę firmy w Pcimiu Dolnym albo że ufa Ci coraz więcej Polaków. Te informacje, warte rozpropagowania za pomocą komunikatorów prasowych, na newsletter mogą okazać się zbyt błahe. A rozmówca, który „zawraca nam głowę” błahymi informacjami, gdy my jesteśmy w pośpiechu, wzbudza w nas jedynie irytację. Pracując nad newsletterem, nie powinniśmy nigdy tracić z oczu tego, że na wizerunek ciekawego i rzetelnego rozmówcy pracuje się bardzo długo, podczas gdy dodanie naszego adresu do czarnej listy wymaga zaledwie jednego kliknięcia.

Foto: sxc.hu

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *