PageRank – fakty i mity

Termin „PageRank” od lat zajmuje poczytne miejsce w żargonie związanym z SEO. Wedle pierwotnych założeń twórców Google miał on być najważniejszym kryterium oceny stron, a tym samym decydować o kolejności ich wyświetlania w wynikach wyszukiwań. Jednak od tamtego czasu bardzo wiele się zmieniło. Poniżej tłumaczymy, czym PageRank jest dzisiaj i czy nadal należy przywiązywać do niego tak wielką wagę.

Początkujący pozycjoner Google, chcąc zasięgnąć jakiejkolwiek informacji dotyczącej swojej branży, staje przed frustrującą koniecznością odsiania całych pokładów ziarna od nielicznych plew. Z rankingiem strony, z jak mało którym terminem SEO, wiąże się ogromny chaos (dez)informacyjny. Pomimo że kalendarz wskazuje rok 2013, Internet nadal pełen jest anonimowych „guru”, dla których wysoki PageRank pozostaje świętym Graalem pozycjonowania i takie też przekonanie wpajają oni zagubionym nowicjuszom. Najwyższy czas to uporządkować.

Co on oznacza?

PageRank to algorytm opracowany w 1998 roku przez założycieli Google, L. Page’a i S. Brina. Miał on określać jakość, a w związku z tym także kolejność pokazywanych w wyszukiwarce stron na podstawie ilości odsyłających do nich linków. Innymi słowy, im częściej linkowały nas strony internetowe, tym wyżej lądowaliśmy w wynikach wyszukiwania (oczywiście na daną frazę czy słowo kluczowe). Link linkowi szybko przestał być równy. Google zaczęło również uwzględniać reputację linkujących nas serwisów. Dzisiaj, choć sam algorytm był wielokrotnie dopracowywany, PR jest tylko jednym z bardzo wielu czynników branych pod uwagę przy indeksowaniu stron. Składa się on z dziesięciostopniowej skali. Przyjmuje się, że wynik 4-5 jest już powodem do dumy. Wyższe punktacje przypadają przeważnie największym serwisom na świecie (Wikipedia, Microsoft.com, Facebook itp.). Od dawna nie jest on również tajemnicą. Pasek Google Toolbar pozwala każdemu internaucie na sprawdzenie, jakim PageRank’iem cieszy się dana strona.

Dlaczego PageRank przestał się liczyć?

Gdy tylko kryjący się za nim zamysł został przejrzany, co bardziej przedsiębiorczy internauci postanowili zarabiać na tym pieniądze. I tak właśnie zrodziły się serwisy handlujące linkami. Jako że Google zbudowało swoją renomę na zapewnianiu internautom wysokiej trafności wyszukiwań, nie na ułatwianiu życia kombinatorom, szybko przedsięwzięte zostały środki zaradcze. Już w 2008 roku jeden z wiceprezesów Google, Udi Manber, otwarcie przyznał, że serwis średnio wprowadza ok. 9 poprawek na tydzień i PR dawno przestał być decydującym kryterium, a stał się jedynie częścią bardzo złożonego systemu. Tę utratę znaczenia potwierdza fakt, że wyświetlany PageRank jest uaktualniany zaledwie trzy razy do roku. I o ile strony z pierwszej piątki wyszukiwań rzeczywiście będą prawie zawsze miały wysoki PR, tak istnieje cała masa stron o równie wysokim wskaźniku, ale nie przekładającym się w żaden sposób na ich pozycję. Co więcej, już kilka lat temu Google oficjalnie ogłosiło, że nakłada kary na strony handlujące linkami, nie informując ich o tym. Tym samym, na skutek pokutujących do dzisiaj mitów pozycjonerzy-amatorzy każdego roku marnują ciężkie pieniądze na skupowanie nic nie wartych linków.

TrustRank

Jest to termin ukuty w środowisku SEO, nigdy oficjalnie nie przyjęty przez Google. Odnosi się on do wszystkich czynników, które po deklasacji PR składają się obecnie na reputację i zaufanie do danej strony. Linki pozyskane z zaufanych serwisów o pokrewnej tematyce (czyli takie, które nie wyglądają na kupione) oczywiście nadal bardzo sprzyjają korzystnemu pozycjonowaniu, jednak są one tylko jednym z bardzo wielu elementów wyrafinowanego systemu oceniania. Rządzące nim zasady trzymane są w ścisłej tajemnicy, natomiast pewne jest, że operujące tu algorytmy sprowadzają się do tego, o co zawsze chodziło Google – do badania, jak dane strony przydają się użytkownikom. I dlatego umiejętność wczucia się w rolę potencjalnego odbiorcy naszych usług, zasiadającego do wyszukiwarki jest połową sukcesu.

A zatem, jako SEO copywriterzy, zamiast marnować nasz cenny czas i pieniądze na gromadzenie setek śmieciowych linków, powinniśmy raczej skupić uwagę na zwiększaniu funkcjonalności naszej strony, jej ciekawej zawartości, precyzyjnym doborze słów kluczowych i próbach pozyskania linków wyłącznie od uznanych, pokrewnych tematycznie stron.

foto: flickr.com/seoplanter

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *